Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 3 Głosów - 4.67 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Mało i średnio znane ringowe batalie.
30-04-2013, 02:09 PM
Post: #64
RE: Mało i średnio znane ringowe batalie.
PAWEŁ SKRZECZ - WITALIJ KOCZANOWSKI FINAŁ MISTRZOSTW EUROPY W WARNIE 1983

Postanowiłem przypomnieć walkę z lat mojej młodości, która bardzo utkwiła mi w pamięci, może dlatego, że oglądałem ją na żywo. Zanim będzie o walce, trochę o otoczce, która też była ciekawa. W 1983 polski boks amatorski najlepsze lata dawno już miał za sobą, ale nadal mieliśmy kilku bardzo dobrych bokserów. Najlepszym był bez wątpienia Paweł Skrzecz, wicemistrz olimpijski z Moskwy 1980 i wicemistrz świata z Monachium 1982 w wadze półciężkiej. Był też faworytem turnieju w Warnie. Najpoważniejszymi jego rywalami do tytułu mistrza Europy wydawali się Rumun Georgica Donici i Jugosłowianin Pero Tadić. Szczególnie Donici wyraźnie nie leżał Skrzeczowi. Był to typ niewysokiego, krępego osiłka obdarzonego atomowym uderzeniem (nawet silniejszym od Skrzecza, który też bił bardzo mocno). Paweł wygrał z nim na olimpiadzie w Moskwie (chociaż był liczony), przegrał natomiast na Mistrzostwach Europy w Tampere 1981. Na szczęście losowanie wypadło pomyślnie. Skrzecz trafił do połówki, w której nie było silnych przeciwników, a w drugiej znaleźli się Donici, Tadić i reprezentant ZSRR Witalij Koczanowski, o którym nikt dotąd nie słyszał. To było zaskoczenie, że w bardzo mocnej ekipie ZSRR znalazł się zupełnie nieznany zawodnik, a nie utytułowani bokserzy, tacy jak Kwaczadze, Nikolian lub Karawajew.

Oglądałem na żywo wszystkie walki Pawła w drodze do finału. Wygrywał je bez wysiłku, na kompletnym luzie, jednogłośnie na punkty i wysoko. Pokonał kolejno Szweda Corpiego, Fina Hanninena i Turka Ciftci, demonstrując bardzo dobrą formę. W drugiej połówce było dużo ciekawiej. W walkach ćwierćfinałowych (których nie widziałem) Koczanowski wygrał 4:1 po zaciętej walce z Donicim, a Tadić pokonał przed czasem Bułgara Folewa. Oglądałem za to półfinał, w którym powiało grozą. Już w 1 rundzie Koczanowski trafił Tadicia tak mocno w szyję, że ten padł jak kłoda i nie podnosił się przez jakieś 10-15 minut. Koczanowski zrobił na mnie niesamowite wrażenie swoim wyglądem i sposobem boksowania. Wysoki, chudy, a przy tym ostrzyżony na łysą pałę wyglądał na jakiegoś katorżnika z syberyjskiego łagru w trybie przyśpieszonym ściągniętego do reprezentacji. Był przy tym wolny i bardzo słaby technicznie. Walił jakimiś sygnalizowanymi zamachowymi cepami, z których jednak jeden dosięgnął i powalił nieszczęsnego Tadicia. Było jasne, że tym razem w tej wadze Rosjanie z niewiadomych powodów postawili na jakiegoś zabijakę.

Na czas finałów hala w Warnie zapełniła się kilkoma tysiącami międzynarodowej publiki. Obok Bułgarów, najwięcej było chyba Rosjan i Węgrów. Polaków może z setka, ale jak zwykle potrafiliśmy wszystkich przekrzyczeć. Bułgarzy zdobyli 2 złote medale w najniższych kategoriach, a potem zaczęła się zwycięska seria Rosjan, którzy lali rywali, jak chcieli. Wreszcie nadeszła waga półciężka i przywitaliśmy naszego faworyta głośnym rykiem ze wszystkich polskich gardeł. Paweł rozpoczął 1 rundę ostrożnie, ale wkrótce z powodzeniem zaczął wchodzić z krótkimi seriami do półdystansu i trafiać, podczas gdy chaotyczne wiatraki Koczanowskiego tylko pruły powietrze. Przewaga Skrzecza rosła, gdy nagle pod koniec rundy jeden z ciosów Koczanowskiego doszedł celu i nasz bokser znalazł się na deskach. Nokdaun nie wyglądał jednak na szczególnie groźny, bo Paweł natychmiast się podniósł i nie sprawiał wrażenia mocno zranionego.

Druga runda zaczęła się od huraganowego ataku Pawła, który postawił wszystko na jedną kartę. Chciał znokautować rywala i lał w niego, jak w kaczy kuper. Dziesiątki silnych ciosów trafiło w głowę i tułów boksera ZSRR, który skrył się za podwójną (ale niezbyt szczelną) gardą i w ogóle przestał zadawać ciosy. Krwawił przy tym bardzo mocno i nigdy wcześniej ani później nie widziałem w boksie amatorskim tak krwawej walki. Paweł też lekko krwawił, ale generalnie miał całą koszulkę zachlapaną krwią przeciwnika. Cała runda była do jednej mordy. Koczanowski chwiał się, zataczał, ale nie padał. Był liczony na stojąco, ale z największym trudem dotrwał do końca rundy.

W przerwie rosyjscy sekundanci zatamowali krew obficie sączącą się z licznych ran swojego boksera i jakoś doprowadzili go do stanu używalności. Paweł znów ruszył ostro do ataku i cała hala z zapartym tchem oczekiwała nieuchronnego zwycięstwa Polaka przed czasem. Stało się inaczej. Powolny, sygnalizowany, ale potwornie silny cep Koczanowskiego trafił Pawła, który ciężko zwalił się na matę. Tym razem wyglądało to na powtórkę z Tadicia, czyli ciężki nokaut, ale jakimś cudem Polak podniósł się na 8 i walczył dalej. Był zamroczony, jeszcze raz liczony, ale przetrwał do końca pojedynku. Walkę jednak przegrał.

15 maja minie 30 lat od tej walki, a ja ciągle mam ją przed oczami, tak jakby działo się to wczoraj. Paweł Skrzecz nie pojechał na olimpiadę do Los Angeles w 1984 i nie zdobył już medalu na imprezie najwyższej rangi. Koczanowski walczył potem trochę w polskiej lidze, ale słuch o nim szybko zaginął. A przecież gdyby ci dwaj wspaniali bokserzy byli zawodowcami, to dzisiaj znałby ich cały świat. Jestem tego pewien.

P.S. W Polsce przyjęła się pisownia Kaczanowski, która jest jednak nieprawidłowa. Prawdziwe nazwisko boksera ZSRR (za rosyjskojęzyczną Wikipedią) to Koczanowski.

http://www.the-best-boxers.comIdea
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Wiadomości w tym wątku
RE: Mało i średnio znane ringowe batalie. - Hugo - 30-04-2013 02:09 PM

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości