Forum - BOKSER.ORG
Curtis Stevens vs Jesse Brinkley (2010-01-29) - Wersja do druku

+- Forum - BOKSER.ORG (http://forum.bokser.org)
+-- Dział: O BOKSIE SŁÓW KILKA (/forum-5.html)
+--- Dział: Punktacja Walk (/forum-32.html)
+--- Wątek: Curtis Stevens vs Jesse Brinkley (2010-01-29) (/thread-2064.html)



Curtis Stevens vs Jesse Brinkley (2010-01-29) - Sander - 27-10-2014 05:44 PM

Curtis Stevens vs Jesse Brinkley

[Obrazek: box_e_stevens11_576.jpg&w=608&h=342]
Data: 2010-01-29
Miejsce walki: Grand Sierra Resort and Casino, Grand Theatre, Reno, Nevada, USA
Stawka walki: WBC United States (USNBC) super middleweight title, IBF Super Middleweight Title Eliminator for the #2 Spot
Sędzia ringowy: Vic Drakulich
Sędzia punktowy 1: Burt A. Clements 109-117
Sędzia punktowy 2: Dave Moretti 108-118
Sędzia punktowy 3: Herb Santos 107-119
Link do nagrania: http://www.youtube.com/watch?v=KjmoMD6uHW0
O walce: Znakomita walka! Tak latałem po boxrecu i szukałem jakiejś ciekawej walki i natknąłem się na ten pojedynek, absolutnie nie żałuję. Eliminacyjna walka z ramienia IBF gdzie czekał już Lucian Bute. Brinkley - niedoceniany, czwarty pięściarz pierwszej edycji Contendera pokazał naprawdę niezły boks. Przede wszystkim nie dał się przestraszyć i złamać Stevensowi, a z czasem zaczął sam przełamywać rywala i lał Curtisa, aż miło. Curtis nieźle rozpoczął, ale później postanowił polować na nokautujący cios, przez co coraz bardziej mu się ta walka wymykała. Super Średnia raczej nie jest dla niego. Jeden i drugi szedł momentami na całość i nikt nie wstrzymywał ręki. Jesse szybko dorobił się sporej opuchlizny pod okiem, ale nie przeszkodziło mu to dać walki życia. Twardy, widowiskowy, prowadzony w dobrym tempie pojedynek, momentami mała wojenka. Warto looknąć. Jedna z fajniejszych walk jakie ostatnio widziałem.

Stevens vs Brinkley

1.10-9
2.10-9
3.9-10*
4.9-10
5.9-10*
6.8-10
7.9-10
8.10-9
9.10-9*
10.9-10
11.9-10*
12.8-10
- - - - - - -
110 - 116 Brinkley


RE: Curtis Stevens vs Jesse Brinkley (2010-01-29) - Krzych - 27-10-2014 07:33 PM

Brinkley - Stevens

1. 10-10
2. 10-9
3. 10-9
4. 10-9
5. 10-9
6. 10-8
7. 10-9
8. 9-10
9. 10-9
10. 10-9
11. 10-9
12. 10-8

__________________

119-108 Jesse Brinkley

Na początek warto powiedzieć, że był to na prawdę świetny pojedynek. Nawet mimo że Stevens dostał niemiłosierne lanie i była to bardzo jednostronna walka.

Pierwszą rundę dałem remisową, bo o ile Brinkley przyjął 2 czy 3 lewe sierpowe to nadrobił to ciosami na tułów w mojej opinii na tyle, żeby dostać ten remis. Następne rundy to coraz wyraźniejsza dominacja Brinkleya przypieczętowana nokdaunem w 6 rundzie. Siódma runda również zdecydowanie dla niego. Rundy ósma i dziewiąta to takie rundy "bezpańskie". Brinkley łapał drugi oddech, a Stevens nie robił na tyle dużo żeby łyknąć obydwie rundy. Dałem ósmą Stevensowi bo trafił parę razy fajnym jabem, a dziewiątą Brinkleyowi. Od dziesiątej rundy akcja zaczęła powracać do walki. Runda dwunasta kapitalna, próby Stevensa na początku rundy zakończone porażką i nokdaunem. Gdyby walka miała 13 rund, to Stevens nie wyszedłby do ostatniej rundy. Super pojedynek, takie walki chce się oglądać, mimo że to nie był jakiś wielce górnolotny boks. Stevens przegrał przez te same czynniki przez jakie przegrywa dzisiaj, czyli jednowymiarowość. Jest to zawodnik całkiem szybki, z dobrymi podstawami technicznymi, całkiem fajnym jabem, a jednak upiera się jak osioł na ciosy na górę, często sygnalizowane. Zero taktyki z jego strony. Jabem trafiał jak tylko go użył, nie rozumiem dlaczego go nie używał. Tak samo ciosy na tułów, aż się prosiło żeby poobijać tułów, obniżyć Brinkleyowi ręce jeszcze niżej niż je trzymał, zamarkować coś na dół w późniejszej fazie walki i wystrzelić na górę. Brinkley bardzo często uderzał "lazy jabem" po którym ręka zostawała mu na kolanie. Tak samo ciosy z prawej ręki, które w większości były wolne i bardzo sygnalizowane, a powrót do pozycji w której można się skutecznie bronić zajmował Brinkleyowi wystarczająco dużo czasu aby zdążyć go skontrować, bo ta prawa ręka też uderzała w Stevensa, potem spadała na kolano, a dopiero potem wracała. A Curtis nie dość, że nie potrafił skutecznie skontrować mimo wszelkich predyspozycji do tego(najwyraźniej poza intelektualnymi), to jeszcze obrywał tymi bardzo średniej jakości prawymi i dwa razy wylądował na deskach. Kolejna walka będąca niepodważalnym argumentem na to, że zarówno Stevens jak i jego team to banda bokserkich półgłówków.


RE: Curtis Stevens vs Jesse Brinkley (2010-01-29) - Sander - 27-10-2014 08:18 PM

Miałeś wcześniej wypunktowane @Krzych, czy teraz sobie looknąłeś?

W każdym razie zgadzam się z Tobą co do oceny walki, czemu ten Stevens nie szukał jakiegoś cepa na górę? Brinkley miał lewą rękę tak nisko, lekceważył sobie Curtisa, a ten jakby się bał zaryzykować...


RE: Curtis Stevens vs Jesse Brinkley (2010-01-29) - Krzych - 27-10-2014 08:32 PM

Świeżo wypunktowane. Zachęciłeś mnie opisem, a że nie miałem nic lepszego do roboty to sobie wypunktowałem.

Tak jak mówiłem, dla mnie zachowanie Stevensa w tej walce jest kompletnie niezrozumiałe. Brinkley przy tych prawych momentami odstawiał takie pozy, że 12 latek potrafiłby go skarcić. Taki podobno zabójca i Tyson wagi średniej, a jak przeciwnik na dziurę w obronie wielką na pół hali to nie potrafi z tego skorzystać. Z całym szacunkiem, ale jakby Brinkley tak zawalczył z rasowym i przy tym myślącym puncherem, takim jak dzisiaj np. jest GGG, i zadał taki prawy w tempie zwolnionym x5 i przez 2 sekundy wracał do pozycji to dostałby z automatu kontrujący lewy sierpowy i obudził się na tamtym świecie. Tak samo lewe proste, 5 czy nawet więcej leniwych jabów z rękami na kolanach w krótkim dystansie. Tu tak samo, wyczekanie, uśpienie czujności, kontra i po walce. Nie wiem jak zawodnik przystępujący do eliminatora może nie rozumieć tak podstawowych rzeczy. Taki puncher powinien być wyszkolony do perfekcji w wykorzystywaniu błędów w obronie przeciwnika. Brinkley zawalczył bardzo dobrze, ale dziur w jego obronie było mnóstwo.